Długo musieliście czekać na naszą relację z ostatnich dni na Camino de Santiago, ale przyznam szczerze, że były one najcięższe i dlatego też moje notatki z tych dni są bardzo, hmm… ubogie.

Ostatni wpis jaki możecie przeczytać to z 22 dnia naszej wędrówki, kiedy przekroczyliśmy granicę z Galicją. Od tego momentu coś w nas uderzyło i powiedziało, że mamy jak najszybciej dojść do Santiago. Może było to już psychiczne i fizyczne wymęczenie, a może chęć powrotu już do domku, ciepłego i wygodnego łóżeczka, przytulenia się do naszych psów…

Tak jak wszyscy ostrzegali i opowiadali, na ostatnich 100 kilometrach zaczęły się dzikie tłumy. Na szczęście tylko w godzinach porannych, a popołudniami znowu można było swobodnie maszerować. Szliśmy cały dzień. Maksymalnie zrobiliśmy 43 kilometry w przedostatni dzień wędrówki. Brzmi jak szaleństwo, biorąc pod uwagę, że szliśmy z plecakami i byliśmy już wymęczeni po tych 3 tygodniach. Przyznam jednak szczerze, że nie wiem kiedy te kilometry się nabiły w tym dniu. Ten powiew Santiago, że już jesteśmy tak blisko, dodawał nam sił i przyciągał do siebie niczym magnes.

Nie tylko my tak mieliśmy. Wiele osób, z którymi się mijaliśmy, a którzy też szli od granicy francuskiej, pod koniec dostawały skrzydeł i pędziły po 30-40 parę kilometrów na dzień. Nie jesteśmy więc wyjątkami, nie martwcie się 😉

Co do samej trasy galicyjskiej to muszę przyznać, że jest piękna. Zdecydowanie moje klimaty. Wzgórza, lasy, zwierzęta… Cud, miód i maliny! Mieliśmy też duże szczęście co do pogody, ponieważ ani razu nie padało i było wręcz idealnie na wędrówkę!

Kiedy wiedzieliśmy, że konkretnie 18 sierpnia będziemy już w Santiago to zarezerwowaliśmy sobie pokój na Airbnb. Słysząc jakie są problemy z  dostępnością miejsc w alberguach, stwierdziliśmy, że nie będziemy ryzykować i wybraliśmy zwykły pokoik praktycznie w centrum. Jak nigdy nie podróżowałeś z Airbnb to na dole znajdziesz link, możesz zabaczyć na czym dokładnie polega ta strona, a dodatkowo dzięki mojemu poleceniu możesz zgarnąć 100 zł na pierwszy nocleg 😀

Jednak zanim weszliśmy do Santiago i do naszego pokoiku, musieliśmy odbyć jeszcze mały trening podsumowujący naszą kondycję. Jak bukowaliśmy sobie pokoik, to zerknęliśmy też na dostępność miejsc w autobusie do Pamplony, gdzie musieliśmy wrócić po samochód. Ku naszej radości, miejsc było baaardzo dużo, jednak nie działała nam rezerwacja online. No cóż, zdarza się. Skoro jednak jest tyle miejsc, to pomyśleliśmy, że na spokojnie zostawimy plecaki w mieszkanku i przejdziemy się na dworzec. Jednak kiedy już po masie selfiaczków pod tablicą z nazwą Santiago de Compostela zerknęliśmy na dostępność miejsc i zobaczyliśmy, że zostały tylko 4 bilety, to zrobiło się nam gorąco. Dla lepszego przedstawienia naszej lekkiej paniki dopowiem, że mieliśmy wrócić do Pamplony w sobotę, a kolejny transport był już dopiero na poniedziałek, a w końcu to nie po to tak szliśmy, aby teraz siedzieć w Santiago i czekać.

Cóż zrobiliśmy? Szybko zerknęliśmy gdzie jest dworzec, ok. 3 kilometrów, spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy biec. No cóż, nasz widok, umęczonych totalnie dwóch pielgrzymów, którzy zaczynają biec i to nawet nie w stronę Katedry… musiał być wyjątkowy 😀 Cóż za radość nas ogarnęła, kiedy kupiliśmy ostatnie dwa bilety!

Jak już mieliśmy bilety powrotne w ręce, na spokojnie poszliśmy wziąć prysznic, przebrać się i wybraliśmy się na stanie w kolejce po odbiór dyplomu 😉 Zwiedziliśmy trochę starego miasta, jednak po 22:00 jedyne o czym marzyliśmy to pójść spać. Trudno jest opisać uczucie, kiedy człowiek kładzie się spać i zdaję sobie sprawę, że własnie spełnił swoje wielkie marzenie, które kosztowało go wiele wysiłku, czasu i poświęcenia. Nawet teraz jak to pisze i wspominam, budzą się we mnie te wszystkie uczucia, a łzy szczęścia utrudniają mi pisanie.

Camino było dla mnie czymś wyjątkowym. Wiele rzeczy sobie uświadomiłam i do wielu kwestii podchodzę teraz inaczej. Wiem też, że to nie będzie jedyne moje Camino w życiu. Planuję przejść jeszcze przynajmniej trasę północą i portugalską. Muszą one jednak jeszcze chwilkę poczekać, gdyż teraz mam inne priorytety na swojej drodze. Wszystko w swoim czasie.

Jeżeli chcesz poczytać o wcześniejszych dniach na Camino de Santiago to zerknij tutaj. Zobaczysz na jakie etapy podzieliliśmy naszą Drogę i znajdziesz też relację z każdego dnia 🙂

¡Buen Camino!