Pomyślmy o miejscach, które aż kipią od emocji: stadion, sąd, a może porodówka?

To właśnie na niej rozpoczyna się akcja nowej Meksykańskiej produkcji Netflix „Madre solo hay dos” w bardzo niefortunnym polskim tłumaczeniu „Córki jednej matki”.

Dziewięciu odcinkowa produkcja przedstawia losy Mariany oraz Any, tu mała niespodzianka w tej roli nasza rodaczka Ludwika Paleta.

Dwie kobiety z na pozór zupełnie innych światów, które łączy jedno macierzyństwo, a niefortunny zbieg okoliczności sprawi, że zostaną rodziną.

Spytacie jak to możliwe?

Rygorystyczne zasady panujące w szpitalu i mały błąd jednej z pielęgniarek sprawi, że życie obu pań i ich bliskich zmieni się już na zawsze, chodź na jaw wyjdą też sekrety, o których w obliczu zaistniałej sytuacji żadna z pań wolałaby nie wiedzieć. W telegraficznym skrócie spotkanie na porodówce nie było pierwszym pomiędzy członkami obu z nich.

Wspaniała historia o miłości, kobiecości, poszukiwaniu siebie, o tym jak jeden impuls wystarczy by zacząć się zmieniać.

Ana to prężnie działająca bizneswoman, która pragnie perfekcji i nie myśli o macierzyństwie w szczególności, że w domu czeka na nią już dwoje „wychowanych jej metodą” dzieci.

Mariana młoda dziewczyna z biednej dzielnicy ze złamanym sercem i ekscentryczną matką. Stara się za wszelką cenę odnaleźć w nowej roli, pragnie być jak najlepszą matką dla małej Valentiny.

Co może wyniknąć ze zderzenia tak dwóch skrajnie różnych podejść do roli matki? Przekonajcie się, nie obejdzie się bez wzruszeń, czy salw śmiechu.

Polecam szczególnie tym którzy tak jak ja kochają meksykańską wersję hiszpańskiego.

– Mariana no es hippie,es chaira no trae guarachas.

To tylko jeden z przykład lingwistycznej zagadki zaczerpniętej prosto z Meksyku.