Trasa: San Martín – Santa Catalina de Somoza (32 km)

Jak ja pokochałam spanie w namiocie! Niby mało miejsca, niby mało bezpiecznie, ale jakoś tak przyjemnie 🙂 Choć przyznam szczerze, że tej nocy było chłodno i nad ranem musieliśmy się poubierać, bo chłód dawał o sobie mocno znać. Nie przeszkadzało to jednak innym pielgrzymom, którzy zwyczajnie spali na karimacie na ziemi. Zapewne musieli przyjść po 22:00, kiedy albergue było już zamknięte. Był to nawet dość częsty widok, kiedy rano wychodziliśmy z namiotu, a parę metrów od nas harcorowo spali inni pielgrzymi.

W tym dniu towarzyszyły nam piękne widoki. Trasa była jeszcze płaska, ale z daleka było widać już góry i cały czas towarzyszyła nam ta myśl, że będzie trzeba je jutro przejść. Do tego mijaliśmy piękne małe miasteczka jak Hospital de Órbigo czy troszkę większą Astorgę. Zawsze milej się idzie i kilometry szybciej uciekają kiedy trasa jest zróżnicowana, a co parę kilometrów mamy jakieś miasteczko.

Zwyczajowo też w tym dniu szliśmy powoli, ale konsekwentnie do przodu 🙂 Byliśmy pełni optymizmu, ale zmęczenie już po tylu dniach dawał we znaki. W szczególności mnie, bo co jakiś czas przechodziły mnie dziwne prądy po stopach. Dlatego wykorzystywałam każdy moment na odpoczynek w cieniu.

Mijając małą rzeczkę przed Astorgą chcieliśmy zrobić sobie siestę i chwilkę odpocząć, a nawet się zdrzemnąć. Z góry nie planowaliśmy spać w Astordze, więc chcieliśmy nabrać sił przed wejściem do miasta. Jednak kiedy wyciągnęliśmy nasze materace i się rozłożyliśmy, nad rzekę przyszły trzy duże dzikie psy. Widzieliśmy w oddali jakieś gospodarswto, ale było za daleko by właściciel nas usłyszał, a w około nie było nikogo. Tylko my i psy. Powiem szczerze, że troszkę się przestraszyliśmy, bo wyciągnęliśmy już jedzonko i byliśmy rozłożeni, więc nie widziało nam się zmywać stamtąd i uciekać. Okazało się jednak, że psy przyszły się napoić i schłodzić w rzeczce, a po paru minutach spokojnym krokiem sobie poszły. Jednak my byliśmy już czujni i nie zmrużyliśmy oka…

Do Astorgi doszliśmy późnym popołudniem kiedy wszyscy pielgrzymi byli już wykąpani i wypoczęci siedzieli w knajpach czy też na placach. W tedy nadeszliśmy my, zmęczeni, strudzeni drogą i cali okurzeni 🙂 W sumie całe miasto przeszliśmy na raz, zatrzymując się tylko na zrobienie zdjęć przy słynnym pałacu Gaudiego. Ja Astorgę zwiedziłam będąc na Erasmusie, więc nie czułam potrzeby aby tam zostać, a mój mąż też chciał iść dalej do przodu, aby dobić 30 kilometrów. Jesteśmy trochę jak taka kulka, która jak już się rozpędzi to nikt jej nie zatrzyma 😀

Namiot rozłożyliśmy, a raczej rozłożył Tomek, tuż przed zachodem. Schowaliśmy się standardowo za area de descanso, dzięki czemu kolację mogliśmy zjeść kulturalnie przy stoliku 🙂 Widok kiedy szliśmy spać był piękny, a poranek? Brak mi słów. Cudny. Nie ma co skrywać, kocham przyrodę i mogłabym się tak budzić codziennie. A co! Nawet w namiocie 😀