León – San Martín del Camino (25 km)

Z wielkim bólem wstaliśmy o siódmej rano. Człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do wygód. Powolutku zebraliśmy swoje rzeczy i poszliśmy na śniadanko do typowej kawiarni w León. Typowa, bo tak zawsze mówili mi Hiszpanie na Erasmusie 🙂 Trzeba im przyznać, że ta kawiarnia ma w sobie to coś, a ilość osób, która rano tam zagląda na szybka kawkę i croissanta jest bardzo duża. My zamówiliśmy sobie hiszpańskie pączusie i kawkę, a gratisowo dostaliśmy świeży soczek z pomarańczy.

Dopiero około 10 rano byliśmy pod katedrą i można powiedzieć, że zaczęliśmy naszą dzisiejszą trasę. Byliśmy mocno zdemotywowani. Już we wczorajszym dniu czułam, że to po co poszłam na Camino osiągnęłam dochodząc do León. Samo te miasto, ze względów osobistych, było troszkę takim Santiago de Compostela dla mnie. Doszłam też do wniosku, że samo miasto Santiago jest miejscem symbolicznym ogólnie przyjętym, ale każdy może wyznaczyć inny swój cel wędrówki. Tak, wiem, odkryłam Amerykę! 😉 Ja nieświadomie obrałam sobie León, albo to on obrał mnie?

Chcąc nie chcąc, szliśmy dalej. Był to dzień pod pytaniem czy chcemy kontynuować naszą wyprawę, skoro osiągnęliśmy to co chcieliśmy. Więc szliśmy i rozważaliśmy wszelkiego typu opcje. W końcu po paru godzinach zdecydowaliśmy, że dojdziemy do tego Santiago, ale już nie w pierwotnym celu, ale dla zwykłej satysfakcji, że daliśmy radę i się nie poddaliśmy. Obraliśmy sobie cel, aby jak najszybciej dojść do Santiago i wrócić do domu. W głowie mieliśmy pełno planów co po powrocie i chcieliśmy już je realizować, a do tego tęskno nam bardzo było do naszych futrzaków.

W tym dniu zrobiliśmy tyko 25 km, ale było to związane z późnym wyjściem na szlak (10 rano to skandal! :)) i wolnym tempem. Pod wieczór też sobie całkowicie odpuściliśmy i załatwiliśmy sobie nocleg na terenie schroniska. Dzięki temu mieliśmy dostęp do kuchni i pryszniców, ale spaliśmy w ogrodzie w naszym namiocie. Taka przyjemność kosztowała nas całe 5 euro już dla dwóch osób.

Jeszcze chciałam Wam powiedzieć o jednej ciekawostce ze szlaku. Często jest tak, że zabieramy ze sobą nieodpowiednie buty. Być może nierozchodzone, a może były sprawdzone na zbyt krótkich trasach lub w innych (chłodniejszych) warunkach. Takie buty potrafią tak obcierać stopy, że nie jesteśmy w stanie przejść nawet paru kroków. Taki problem mieli nasi znajomi. Sytuacja była już na tyle krytyczna, że mieli wrócić do domu. Jednak gdy spali w jednym albergue pożalili się swoim gospodarzom. A oni na to wynieśli mu kilkanaście par butów i powiedzieli, że ma przymierzyć i wziąć, które mu pasują 🙂

Okazało się, że w większości albergue ludzie zostawiają swoje rzeczy, których nie potrzebują, lub które im się nie sprawdzają, albo je zapominają. W zamian biorą coś innego lub po prostu w ramach darowizny dla innego potrzebujące pielgrzyma zostawiają swoje rzeczy. Parę razy faktycznie widziałam takie „wystawki”, jednak w większości trzeba zagadać do właściciela i wtedy on pokazuje co zostawili inni. Dzięki temu nasz znajomy mógł kontynuować swoje Camino 🙂 No i oczywiście zostawił swoje buty, które kupił specjalnie na tę wyprawę, aby mogły posłużyć komu innemu.