Trasa: San Nicolás del Real Camino – Reliegos (38 km)

Wypoczęci wstaliśmy o naszej ulubionej godzinie  – piątej rano. Już jak pakowaliśmy plecaki uzgodniliśmy zgodnie aby zrobić jak najwięcej kilometrów. Po jutrze mieliśmy już dojść do mojego miasta León i chcieliśmy zostawić sobie jak najmniej kilometrów. Jak widać plan się udał, bo przeszliśmy prawie 40 km!

Trzeba jednak przyznać, że trasa sprzyjała kilometrom. Większość trasy pokonaliśmy pięknymi alejkami, które były ładnie ocienione, a co jakiś czas przytrafiała się jeszcze ławeczka do odpoczynku.

W ten dzień wyjątkowo szliśmy sami. Jakoś tak załamaliśmy etapy, że minęliśmy się tylko z paroma pielgrzymami na samej drodze. Ale po ostatnich 14 i 13 dniach było nam to potrzebne, trochę ciszy i spokoju. Idealnie aby zanurzyć się we własne myśli i spokojnie podążać przed siebie.

Już pod koniec naszej wędrówki wstąpiliśmy na mały odpoczynek do genialnej knajpki w Reliegos. Choć na pierwszy rzut oka wyglądała obskurnie zarówno od wewnątrz jak i zewnątrz, to miała swój niepowtarzalny klimat. Można było po niej pisać gdzie się tylko chce, nakleić swoją naklejkę, flagę, lub co się tylko miało. Ludzie, którzy w niej pracowali też byli dość… specyficzni 😀 Ale jak najbardziej pozytywnie! No i w końcu ja też musiałam zostawić swoją pamiątkę. Naklejkę przykleiłam w środku, a na zewnątrz…

Po drodze minęliśmy też małą wypożyczalnię książek. Wyglądało to tak bajecznie i do tego jeszcze te cytaty, że pomyślałam, że to fatamorgana. Byłam tak zapatrzona i nie dowierzałam, że aż wpadłam do rowu! Dosłownie! Nie zauważyłam, że pomiędzy ścieżką Camino, a drogą normalną przy której to stało, był taki spad na pół metra. Dobrze, że się nie połamałam 😀

Powoli kiedy słońce było już coraz to niżej zaczęliśmy szukać miejsca na nocleg. Mieliśmy szczęście, bo akurat po drodze mijaliśmy kolejne Area de Descanso. Nie było ono idealne, bo tuż przy drodze, a za płotem była jakaś fabryka czegoś, ale nie marudziliśmy. W końcu był dostęp do świeżej wody. Schowaliśmy namiot za ławeczkę, aby jak najmniej wrzucać się w oczy i zaczęliśmy liczyć króliki, które tam latały. A było ich całe mnóstwo!

Wiecie w ogóle, że Hiszpania to inaczej Ziemia Królików?