„Na szczyt” (hiszp. „Hasta el cielo”) to świeżutki film na Netflixie, który swoją premierę w Hiszpanii miał w grudniu. Zaintrygowana zwiastunem, w którym zauważyłam pare dobrze znanych aktorów (m.in. znany z Casa de papel Miguel Herrán czy Carolina Yuste, która zgarnęła 2 lata temu nagrodę Goya), zdecydowałam, że muszę go zobaczyć i to prędko.

Główny motyw

Film opowiada historię młodego, biednego i odważnego chłopaka z przedmieścia Madrytu – Ángela, który próbuje odnaleźć swoją życiową drogę w rabunkach i kradzieżach. Nie jednak byle jakich, ale rzekłabym takich z przytupem, jak np. napad na sklep jubilerski czy wykradanie w nocy samochodów prosto z salonu. Oczywiście nie robi tego sam, a wraz z organizowaną grupą. W pewnym momencie jest mu jednak mało i próbuje zdobyć więcej i więcej, co wiąże się ze sporymi poświęceniami.

Poza akcjami trzymającymi mniej lub bardziej w napięciu, mamy też motyw miłosny. Początkowo zakazana miłość przemienia się w namiętny romans, który ten kończy się… Nie zdradzę Wam jak! Akurat tutaj mnie zaskoczyli, więc i Wam zostawię tę przyjemność 🙂

Czy warto?

Nie ma co się oszukiwać, obsada zrobiła swoją robotę, więc śmiało mogę powiedzieć, że warto. Chociaż sama fabuła nie jest powalająca i wiele mi w niej brakowało. Może dlatego, że jednak jestem fanką seriali i bardziej rozbudowanych akcji? I tutaj już Wam zdradzę, że Netflix planuje zrobić serialową wersję „Na szczyt” co mnie bardzo cieszy, bo sam główny temat jak i niedopracowane relacje w tym filmie mają bardzo duży potencjał.

Jeżeli szukacie czegoś dobrego na wieczór, co nie zmusi Was do głębokich analiz, a jedynie zapewni nutę rozrywki, to śmiało odpalajcie Netflixa i „Na szczycie”. Przy okazji osłuchacie się z różnymi akcentami w j. hiszpańskim. W szczególności kiedy Ángel rozmawia z Estrellą, czyli z dziewczyną w której się zakochał. Coś pięknego! Koniecznie zwróćcie na to uwagę.

W filmie też możemy wyłapać wiele ciekawych kolokwializmów, o przekleństwach nie wspominając. Język tutaj jest bardzo naturalny, swobodny, wręcz bardzo uliczny. Nie znajdziemy nadmuchanych i wybujałych zdań. Ostatnio też na swoim Instagramie opublikowałam zwrot zaczerpnięty właśnie z tego filmu. Zerknijcie poniżej 🙂