CAMINO DE SANTIAGO – JUST POINT OF VIEW

Powiększ

DSC05437

http://justpointofview.weebly.com/

PRZYGODA ŻYCIA, NIEZAPOMNIANA DROGA, JEDNORAZOWE DOZNANIE, NIEPOWTARZALNE EMOCJE, WSPANIALI LUDZIE, HARTOWANIE CHARAKTERU, SPRAWDZENIE SIEBIE, PEŁNIA SZCZĘŚCIA, SATYSFAKCJA Z ŻYCIA, SZERSZA PERSPEKTYWA, DOTYK SACRUM, MAGIA WĘDRÓWKI etc., to tylko niektóre hasła – klucze, które tłuczą się w naszych głowach po udanej i niezapomnianej drodze do grobu św. Jakuba.

O przejściu Hiszpanii szlakiem św. Jakuba słyszeliśmy już dawno temu, jednak z pewnym dystansem podchodziliśmy do realizacji tego pomysłu. Aż wreszcie pewnego jesiennego wieczoru, po seansie filmu „The Way” postanowiliśmy, że idziemy – bo jak nie teraz to kiedy ? 🙂

Ponieważ głównie ze względów zawodowych, nie mogliśmy przejść całego szlaku Camino Frances (760km), zdecydowaliśmy, że pokonamy odcinek od Astorgii do Santiago de Compostela (ok. 260 km).

W niedzielne popołudnie wylądowaliśmy w gorącym Madrycie. Już od samego początku mieliśmy ciekawe przygody, jak np. poszukiwanie naszego hostelu. Oczywiście ostatecznie okazało się, że kręciliśmy się w koło, przechodziliśmy kilka razy obok calle Buenavista, po dłuższej chwili szczęśliwie dotarliśmy na miejsce. Następnego dnia po ekspresowym zwiedzaniu stolicy Hiszpanii ruszyliśmy autokarem do Astorgii. Jakie było zdziwienie Hiszpanów kiedy pytaliśmy o drogę na dworzec autobusowy (Estación Sur de Autobuses de Madrid) i mówiliśmy im, że chcemy iść pieszo 🙂 okazało się, że trasa nie zajmuje więcej niż 30min spacerem z Dworca Atocha.

Po kilku godzinnej podróży dotarliśmy do Astorgii, gdzie po raz pierwszy szukaliśmy noclegu. Pomocny okazał się mieszkaniec miasteczka, który zaprowadził nas do Albergue de san Javier – świetna lokalizacja, zaraz obok Katedry. Zaopatrujemy się w paszporty pielgrzyma – Credenciale.  Po  przekroczeniu progu schroniska dotarło do nas, że to się dzieje naprawdę, spełnia się jedno z naszych podróżniczych marzeń. Mamy do pokonania wiele kilometrów z nie najlżejszymi plecakami.

Z racji tego, że do Astorgii dojechaliśmy późnym wieczorem następny dzień również spędziliśmy w tym mieście i przeznaczyliśmy go na zwiedzanie. To tu swój twórczy ślad pozostawił sam Antonio Gaudi, projektując Pałac Biskupi znajdujący się w bliskim sąsiedztwie równie pięknej, gotyckiej Katedry Najświętszej Marii Panny. Miasto słynie także z wyrobów czekoladowych. Można skorzystać z wizyty w Muzeum Czekolady i delektować się smakiem jego wyrobów.

Pierwszy dzień camino, ciekawi nowych przygód, z dozą adrenaliny rozpoczęliśmy dosyć wcześnie bo tuż po godz 6.00. Pierwsze kroki jakubowym szlakiem przeszliśmy w zupełnej ciemności (niczym głęboka noc na prowincji). Tu słońce wschodzi znacznie później (ok godz 7.30) dzięki temu jednak niejednokrotnie mogliśmy uczestniczyć w przepięknych spektaklach pt. „wschód słońca na camino”:)

Śniadanie (hiszp. desayuno) gdzieś na trasie, najczęściej na słodko i maszerowanie ile sił w nogach do kolejnych miejscowości. Następne dni wyglądały podobnie. Zmieniały się trasy, którymi wędrowaliśmy, ludzie których poznawaliśmy i albergue, w których spaliśmy.

Przechodziliśmy przez popularne miejsca m.in. Cruz de Ferro, położonego na wysokości 1504 m. n.p.m. Znajdujący się tam krzyż to jedno z najważniejszych miejsc na całym szlaku. To tutaj pielgrzymi zrzucają swoje „ciążące sprawy” trudy, jarzmo i inne przytłaczające grzechy, które to symbolizuje kamień (często niesiony przez kilkaset kilometrów). W regionie Kastylia i Leon jest bardzo dobre oznakowanie szlaku, często pojawiają się tablice informacyjne. Dzięki nim wiemy, jaki dystans pozostaje do przejścia do kolejnego punktu. Wędrując przez region El Bierzo  mieliśmy wrażenie, że znajdujemy się w Toskanii 🙂 Wszędobylskie winnice są znakiem charakterystycznym dla tego miejsca, który słynie z wyrobu win.

Ścieżki do Santiago de Compostela były zróżnicowane, do Molinaseci towarzyszył nam górski krajobraz, co wraz z upałem i plecakiem ważącym 10kg nie należało do najprzyjemniejszych momentów.

Trasa i podziwiane przez nas panoramy zdecydowanie zmieniły się po przekroczeniu granicy pomiędzy Kastylią i Leon a Galicją. Zrobiło się bardziej zielono, hiszpańskie miasteczka przypominały scenografię do średniowiecznych filmów. Popularniejsze jest w Galicji camino konne, na każdym kroku można spotkać stadninę, w której można „wypożyczyć” konia.

Droga do O Cebrerio przypomina nam trasę jaką pokonaliśmy drugiego dnia camino – górski odcinek, niekończące się podejścia, za to widoki rewelacyjne! Dodatkowej motywacji dodają nam osoby w podeszłym wieku dzielne maszerujące prawie równo z nami! W O Cebrerio następuje zderzenie z cywilizacją… Po kilku dniach przebywania w mniejszych wioskach trafiamy na liczne grupy turystów, wielu z nich dociera tu rożnymi środkami transportu. Ta maleńka, górska wioska jest położona na wysokości 1300 m n.p.m., pomiędzy pasmami górskimi O Courel i Os Ancares. Znajdują się tutaj tradycyjne górskie domy zwane „pallozas”. Są one typowe dla okolicy, można znaleźć je tylko w tym regionie Galicji.

Warto nieco wydłużyć sobie trasę i przejść albo zaplanować nocleg w Samos. Miasteczko jest bardzo spokojne. Można bez końca przechadzać się jego urokliwymi uliczkami czy spoglądać z kamiennego mostu wprost na monumentalny monastyr – niemy świadek niejednej wspaniałej historii.

Od miasteczka Sarria musimy pamiętać żeby robić co najmniej 2 pieczątki dziennie w naszym paszporcie pielgrzyma – Credencial, ponieważ właśnie od tego miejsca liczona jest obowiązkowa odległość przejścia pieszo do Santiago de Compostela aby uzyskać Compostelkę (co do zasady otrzymanie compostelki możliwe jest po przejściu przynajmniej 100 km pieszo lub 200 km na rowerze). W związku z tym spotykamy też coraz więcej pielgrzymów, jest znacznie tłoczniej na szlaku.

Na szlaku Camino de Santiago znajduje się wiele punktów donativo, czyli miejsc gdzie są oferowane pielgrzymom drobne poczęstunki (bocadillos i owoce), napoje (ciepłe i zimne) a nawet wino 🙂 za datek „co łaska”.

Pogoda dopisywała nam prawie do samego końca. W ostatnim dniu wędrówki padało, a raczej lało.. dodatkowo nadrobiliśmy kilka km, gdyż nie zauważyliśmy drogowskazu i poszliśmy za grupą Hiszpanów, pewni ich orientacji co okazało się błędem… wróciliśmy na właściwy szlak dzięki pomocy starszej Hiszpanki.

Gdy doszliśmy do Monte do Gozo wszystko mieliśmy kompletnie przemoczone ale już nie przejmowaliśmy się deszczem… wiedzieliśmy, że do celu zostało nam jakieś 5 km. Poczuliśmy się dumni, że jesteśmy Polakami, gdy ludzie rozmaitych nacji przytulali się do pomnika dziś już św. Jana Pawła II.

Ostatni odcinek do Santiago pomimo, iż szliśmy przemoczeni do suchej nitki w pływających butach niemalże przefrunęliśmy szybkim tempem z krótkimi migawkami w głowie całości trasy, szczęśliwi dochodzimy do miasta grobu św. Jakuba.

Mijając duży napis informujący nas, że właśnie wchodzimy do Santiago de Compostela nasza radość była ogromna! Nawet przestał padać deszcz i pojawiło się słońce. Pierwsze wrażenia po dotarciu do Katedry są nie do opisania.. byliśmy szczęśliwi, że udało nam się cało i zdrowo przejść Camino, spełniło się nasze marzenie a z drugiej strony rozczarował nas fakt nie wpuszczania pielgrzymów  z dużymi plecakami do Katedry… kwestie bezpieczeństwa. Po znalezieniu noclegu rozpoczęliśmy zwiedzanie Santiago , w którym spędziliśmy jeszcze 3 dni.

Trasa z Astorgii zajęła nam 12 dni, najkrótszy odcinek jaki pokonaliśmy wynosił 16 km, najdłuższy zaś 32 km, w zależności od naszej formy. Poznaliśmy bardzo dużo ludzi z różnych stron świata – USA, Wietnam, Francja, Włochy, Litwa, Skandynawia etc.  Camino uświadamia nam, jak ta droga jest niesamowita, wystarczą tylko chęci żeby dogadać się z każdym niezależnie od nacji napotkanego pielgrzyma – na camino każdy rozumie każdego 😉

Wrażenie jakie wywarła na nas droga do grobu św. Jakuba trudno opisać.. to trzeba samemu przeżyć!

¡BUEN CAMINO!

Jeżeli spodobała Ci się relacja Asi i Marcina z Just Point of View to koniecznie zajrzyj na ich stronę i Facebook’a 🙂

Jeżeli chcesz podzielić się z nami swoją podróżą do Hiszpanii lub Ameryki Łacińskiej napisz do: fiestasiestapl@gmail.com

  • Ula z prostoofinansach

    Faktycznie wyprawa życia. Podziwiam za wytrwałość. I trochę zazdroszczę. Prześliczne zdjęcia.

  • Waldemar Pać

    Bardzo fajna wyprawa, super relacja, wciągęliście mnie całkowicie 🙂

  • Anna

    Pewnie już nie spełnię tego marzenia aby te drogę przejść- duże problemy z kręgosłupem – ale pojadę tam na pewno!!! Pozdrawiam i dziękuję za opis

    • Jak to mówią: nigdy nie mów nigdy 😉 Znam osoby, które robią tę trasę „na raty”. Co wakacje przechodzą po parędziesiąt kilometrów, bo na raz nie dałyby radę. Trzymam kciuki by pewnego dnia Twoje marzenie się spełniło!